wtorek, 7 sierpnia 2018

Dzień jak co dzień...

Kolejny dzień pracy w Domu Pokoju na Górze Oliwnej za nami. Papieska biało-żółta flaga powiewała dumnie nad dachem odbijającego blaski słoneczne domu będąc świadkiem naszych zmagań z nowymi kratami, drzwiami czy bramami...


Poranek okazał się jednak najszczęśliwszy dla Weroniki, która podczas wizyty kontrolnej w pobliskim szpitalu usłyszała optymistyczne wieści, że drobny uraz nogi z zeszłego tygodnia nie ma żadnych powikłań, a noga jest w pełni sprawna i gotowa do spełniania swojej roli. :) Towarzyszyła jej w tym nieoceniona w takich sytuacjach Marlena, a uradowana Weronika po zdjęciu opatrunków i "uwolnieniu" nogi mogła zaśpiewać: "Niech żyje wolność i swoboda...". :)


Prace w Domu Pokoju były jednak prawie dla wszystkich niczym efekt deja vu, ponieważ każdy podchodząc do nowego stanowiska pracy mógł zadać sobie pytanie: "Czy ja tej kraty/drzwi przypadkiem już nie robiłe(a)m?".





Lucky uważnie czuwał nad solidnością prac Luizy, która malowała drzwi prowadzące do części gastronomiczno-kuchennej domu. To właśnie Lucky przechodzi przez te drzwi kilkadziesiąt razy w ciągu doby (chyba najczęściej spośród wszystkich domowników). Musiały więc one zostać pomalowane naprawdę starannie. :)



Szczęśliwa Weronika mogła wyrazić swoją radość artystycznie, wykorzystując swoje uzdolnienia, pracując nad produkcją ozdób świątecznych na Boże Narodzenie.


Bramy wjazdowe na teren Domu Pokoju zostały już ukończone w minioną sobotę. Z tego też powodu zabraliśmy się z Ks. Dawidem do malowania ostatniej bramy, która okazała się być jednak największym wyzwaniem. Podczas pracy towarzyszył nam Pan Ludwik, który jako "złota rączka" dzielił się z nami licznymi praktycznymi i bardzo przydatnymi radami.





Jednak przodownikiem pracy w naszej ekipie była bez dwóch zdań Marlena, która pomimo zmęczenia i niewyspania starała się aż "rozdwoić", aby jak najszybciej ukończyć swoje zadania. Wyrabiała dzisiaj 200% normy. :)


Jednak niektórzy ze współpracowników nie dotrzymywali tempa i musieli zaczerpnąć chwili oddechu w cieniu...


A może do naszej męskiej mentalności wkrada się powoli bliskowschodni sposób traktowania kobiet, które są podporządkowane na usługach mężczyzn? Oby nigdy to nie nastąpiło!!! :)


Prace idą mozolnie, choć z każdym dniem posuwamy się do przodu. Jesteśmy coraz bliżej ukończenia wyznaczonych nam zadań. Jednak figura Pana Jezusa stojąca w ogrodzie (oczy i ręce wzniesione wysoko w górę) zdaje się wołać o pomstę do nieba, jak można tak długo "bawić się" z kilkoma kratami, drzwiami czy bramami... :)


W czasie obiadu odkryliśmy tajemnicę Mikołaja, jak zachować tak dobrą sylwetkę... Okazuje się, że wystarczy nie jeść wcale przez blisko 20 lat... ale całe szczęście tylko racuchów. To właśnie tę potrawę przygotowała nam na dzisiejszy obiad Siostra Lidia, a Mikołaj z rozrzewnieniem wspominał, że ostatni raz jadł racuchy w przedszkolu.



Jerozolima jest miastem pełnym kotów. Chodząc jej uliczkami można się wręcz o nie potknąć. Nie dziwi więc fakt, że te zwierzęta doczekały się nawet swojego pomnika. :)


Na koniec dnia z czystym sumieniem można by zaśpiewać: "Zapada zmrok, już świat ukołysany. Znów jeden dzień odfrunął nam jak ptak...". Ale to nie w naszym przypadku, gdyż my niczym jakieś nocne zwierzęta, które dopiero po zachodzie ożywają, wyłoniliśmy się z naszego domu i poszliśmy do Bazyliki Grobu Świętego, aby pomodlić się i zakończyć dzień odrobiną wyciszenia.







Następnie Siostra Marcina zaprowadziła nas do jerozolimskich poduszek, o których kilka razy już nam wspominała. Czy aby na pewno wygodnie się na nich siedziało? Chyba nie było aż tak źle, skoro Agata była bliska podjęcia decyzji o spaniu pod gołym niebem z racji na przyjemny wieczorny chłód. :)





Dzień zakończyliśmy próbując sobie osłodzić trudniejsze chwile porcją pysznych lodów.


Tym miłym akcentem żegnamy się z Wami, życząc wszystkim dobrej nocy.

Dobranoc :)

Andrzej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Od Nazaretu do Jerozolimy!

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny „Wysławiamy Ciebie, Maryjo, dzisiaj zostałaś wyniesiona ponad chóry Aniołów i na wieki triumfujesz...